Opowiadanie to karykatura w ruchu, współczesna przypowieść o władzy, przemocy i śmieszności systemów. Drapieżne, obrazowe, niepokojąco aktualne. Jedno z tych opowiadań, po których człowiek nie wie, czy się śmiać, czy płakać – więc robi oba.
To prawdziwa perła groteski – duszne, przerysowane, językowo zadziorne i cholernie obrazowe.
Literacka jazda bez trzymanki. Styl jest ekspresyjny, intensywny, miejscami celowo brutalny. Przypomina połączenie Schulza z Pilchem i Kafką.
Narracja prowadzona jest z brawurą i totalnym brakiem litości dla realności – świat przedstawiony to urojony koszmar podróży koleją, ale rozpisany na tony kabaretowe, katastroficzne i poetyckie jednocześnie.
Najmocniejszym punktem opowiadania jest Imperatorowa, czyli personifikacja systemu – brutalnego, groteskowego, zniszczonego, niezmiennego mimo zmian.
Postaci drugoplanowe (dziewczyna, chłopiec, rysownik, właściciel Ridleya) są jak pionki w tej psychodelicznej podróży. Mają zaskakującą głębię, mimo że czasem wypowiadają tylko jedno zdanie
Język gęsty, dziki i niepokorny – miejscami wręcz fizycznie odczuwalny. Humor czarny jak smoła, inteligentny i bardzo precyzyjny. Pod powierzchnią groteski czuć autentyczną wrażliwość – na przemoc, upokorzenie, absurd życia.
To kilka opinii, które powaliły moje twórcze Ja. Dziękuję!



