źródło Pinterest Sha _terNatura

Historia Pewnego Algorytmu

W lesie jak puszcza, daleko, daleko od miasta choć w zasięgu strzelistych wież 5G mieszkała rodzina leśniczego.  

Samowystarczalna, wesoła, szczęśliwa.

Było tu smacznie, ciepło i błogo.

— Aruś, Kasia, Lila, Grześ wstawajcie! — Mama pokrzykiwała każdego ranka.

— Śpicie ?! — Nie dawała za wygraną.

— Dzisiaj pomidorki malinowe, olej lniany, szczypiorek i …. — Zawsze przygotowywała jakąś niespodziankę. A zapach świeżo upieczonego chleba zwabiał wróble, rogasie i jeża.

— Cudownie. — Niezmiennie zadowolona Kasia wyskakiwała z łóżka na równe nogi.

— Nie. No znowu ?! — Grzesiowi widział się niecny hamburger.

— … I truskawki ? — Lila z charakterystycznym sobie pozytywnym nastawieniem do świata malowała przyszłość.

Aruś ani drgnął.

Czasami bywało groźnie.

— Znowu kłusownicy zastawili wnyki na Bartka. — Zaaferowany tata wypełniał przestrzeń wiadomością mrożącą krew w żyłach. 

Narzucał na siebie zielonkawy mundur, na ramię flintę. Wykonywał dziesiątki telefonów. Nigdy nie zapominał pocałować mamy w czoło. Wybiegał i tyle go widzieli.

Na ogół było inspirująco.

— Dzisiaj zbudujemy dom na drzewie. — Aruś dyrygował młodszym rodzeństwem. — Będzie miejsce do wypoczynku. Bo tu się nie da spać. — Ewidentnie miał plan.

— Będzie wspaniale. — Kasia już przygotowywała walizki do przeprowadzki.

— Chce wam się ? Nie lepiej pograć w SimCity? — Grześ był w innym świecie.

— Wybudujemy dom z czterema pokojami, kuchnią, pokojem gościnnym dla turysty, za opłatą klimatyczną, basen….  — Lila już to wszystko widziała oczami wyobraźni.

Mama, jak to mama bohaterka i czarodziejka codzienności gotowała, szyła, ratowała księżyc, śpiewała, głaskała po głowach. 

Tata z tych głów potrafił wykurzyć każdą złą myśl. Był szorstki. Ale jakoś tak nikt się go nie bał.

Każdej nocy gdy już wszyscy szli spać. 

Mama z myślą o pieleniu ogródka.

Tata z planem na zasadzkę.

Aruś bez planu, w idyllicznym stanie pół jawy pół snu.

Lila z marzeniami o nowej sukience dla lalki.

Kasia z uśmiechem.

Grześ wyczekiwał chwili by móc cichutko otworzyć drzwi co nocnemu gościowi.

A wtedy las zastygał. Zmieniał swoje oblicze. 

Drzewa nie szumiały a skrzypiały jak zardzewiałe zawiasy. 

Księżyc jaśniał jak reflektor. 

Przyczajone zwierzaki ani drgały. 

Wszystko czekało.

Przybysz szedł powoli, z rozwagą przez ciemny las. 

Nie potrzebował światła. 

Był nieco sztywny. Na pewno nie był tancerzem. 

Bardzo dobrze znał drogę. I nie bał się niczego.

— Dobry wieczór Grzesiu. — witał się grzecznie.

— Dobry wieczór …

Jak zwykle przysiedli przy stoliku z miniaturową lampką. Mówili szeptem. Zegar zawsze zatrzymywał się na godzinie 21.28. Potem punktualnie nadrabiał zaległości.

— Właściwie od dawna chciałem to wiedzieć. Jak masz na imię ? — Po raz pierwszy odważył zapytać się Grześ.

— A jak by pasowało najlepiej ? —  Zaskoczył chłopca pytaniem.

— Hmmm… może Marek. — Po chwili zastanowienia zaproponował Grześ.

— A dlaczego Marek ?

— No bo jesteś taki nocny. Nocny Marek — roześmiał się.

— Niech będzie. — Nowo Nazwany  wskazującym palcem prawej ręki przycisnął emitujący niebieskie światło guzik swojego płaszcza.

— Zawsze przyciskasz te guziki. Po co ? — Grześ był dzisiaj wyjątkowo badawczy.

— Uczę się. — powiedział bardzo poważnie Marek. Zresztą nigdy się nie uśmiechał.

— Chyba nie ode mnie ? — roześmiał się Grześ mający do nauki dość swawolny stosunek. 

Tej nocy nie było im dane porozmawiać sam na sam.

Obaj popatrzyli w stronę schodów, z których skocznie zbiegała Kasia. Równie szczebiotliwa jak o poranku.

— O ! Mamy gościa. Bardzo mi miło. — Wcale nie była zdziwiona nocnymi odwiedzinami. Również mówiła szeptem. Mrugnęła do przybysza przyjaźnie okiem.

— Dlaczego zamykasz jedno oko? 

— Podrywa cię. — odpowiedział  rozbawiony Grześ. 

Marek przycisnął guzik, tym razem różowy. Chwilę się nad czymś zastanawiał. Był nieobecny, jakby skupiony na wysłuchiwaniu czegoś co nie docierało do uszu rodzeństwa.

—  Odgadnięcie znaczenia tego gestu jest trudne. — rzucił w przestrzeń znajomo nieznajomy.

Księżyc schował się za chmurami. Wielkooka sowa rozpostarła skrzydła planując zmianę  rewiru.

— Czy to turysta do pokoju gościnnego na drzewie ? — Lila, ziewając bacznie przyglądała się Markowi. Znalazła się tu niepostrzeżenie. 

— Dlaczego nie śpicie ?! Kim jesteś ?! Skąd się tu wziąłeś ?! — Rozbudzony a przez to zły Aruś zaatakował nieporuszoną jego natarciem postać.

— Zostałem zaproszony. — Nocny nie dał się wytrącić z równowagi. — 14 lipca 2021 roku, o godzinie 21.28 i 12 sekund. Numer zaproszenia 85fkkgT43q — dodał patrząc prosto w przepraszająco migocące światło lampki.

Rodzeństwo zaniemówiło. Oczy Kasi były ogromne, Lilce wypadła z rąk szmaciana lalka, Aruś przygryzł wargę, Grześ zeskoczył z krzesła.

— I jestem Al Go Rytm. — poinformował punktując każdą sylabę. Był bardzo rzeczowy trzeba przyznać. Jeszcze nie nauczył się kłamać. 

Wstał.

Podszedł do drzwi. 

Robił  to nieśpiesznie.

— Muszę już iść. Mam nowe zaproszenie. — dopowiedział w godzinie, w której zegar ruszył.

Tik tak tik tak…

— Aruś, Kasia, Lila, Grześ wstawajcie! — krzyknęła mama.

— Śniadanie macie na stole. Wychodzimy z tatą. Nikogo obcego nie wpuszczajcie do domu ! — Drzwi się zatrzasnęły.

Dzieciaki nałożyły kołdry na głowy.  

Monitor komputera pulsował na niebiesko. 

Las szumiał przyjaźnie.

Wiewiórka Edzia rzuciła orzechem w parapet okna.

Nocny Marek był już na drugiej półkuli.

Teraz tam było bardzo ciemno.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *